Poniżej publikujemy wystąpienie Pani dr Agnieszki Hubert-Luteckiej o swojej cioci, Annie Justynie Hubert, wygłoszone podczas wernisażu wystawy IN MEMORIAM w Muzeum Diecezjalnym w Rzeszowie, dn. 27 listopada 2025 roku. Dziękujemy autorce za udostępnienie tekstu.
Szanowni Państwo,
Drodzy Goście,
Kochani Przyjaciele Sztuki,
jest mi ogromnie miło powitać Państwa na wernisażu wystawy „In Memoriam. Rzeszowskie Zaduszki Artystyczne – Malarstwo Anny Justyny Hubert”.
Nazywam się Agnieszka Hubert-Lutecka i mam zaszczyt powiedzieć kilka słów o Annie Justynie Hubert – dla mnie cioci Ani – siostrze mojego śp. Taty.
Na wstępie, w imieniu całej naszej rodziny pragnę złożyć duże podziękowania dla Księdza Doktora Pawła Batorego, za upamiętnienie twórczości naszej cioci, za zorganizowanie wystawy oraz za ogrom życzliwości. Bardzo dziękujemy! Chciałam się z Państwem podzielić kilkoma refleksjami z perspektywy osoby, która nie tylko podziwiała twórczość cioci Ani, ale również dorastała blisko niej – blisko jej artystycznej duszy, ale też blisko jej charakteru… często pięknego i nietuzinkowwego, często wymagającego, a czasem po prostu — bardzo ekspresyjnego.
Ciocia Ania urodziła się w Rzeszowie, nieopodal miejsca, gdzie się znajdujemy w kamienicy przy ulicy Chodkiewicza. Zarówno tato jak i dziadek Cioci Ani byli lekarzami, natomiast ona wybrała inny świat i inną drogę – artystyczną… Interesowała się wieloma rzeczami, kochała literaturę, poezję, a także intrygował ją świat mistyczny, metafizyczny.
Jak wspominał mój tato – ciocia Ania była artystką od zawsze.
Absolwentka krakowskiej ASP, malarka, rysowniczka, ilustratorka, scenografka. Kobieta, która pozostawiła po sobie nie tylko imponujący dorobek artystyczny — 37 wystaw w 15 krajach — ale też własny, niepowtarzalny język malarski. Podczas jednego wernisażu powiedziała „moją domeną nie jest słowo, a kreacja i obraz, w którym się poruszam”. I rzeczywiście – jej prace nie opowiadają, one poruszają. Nie proszą o uwagę, one ją wymuszają.
Dziś, zebrani tutaj, mamy okazję spojrzeć na fragment świata, który zostawiła nam w obrazach. Warto przypomnieć, że twórczość cioci prowadziła ją w bardzo różne rejony sztuki.
W ostatnim etapie życia sięgała po motywy maryjne, malowane w duchu ikon. Krytyk sztuki, Pan Julian Ataman, zauważył, że sięgała w tych pracach do tradycji bizantyńskiej, tworząc nie tyle klasyczne wizerunki, ile religijne znaki – współczesne, a jednak zakorzenione w sacrum. Zawsze balansowała między tradycją a nowoczesnością, między spokojem a niepokojem, między oczywistością a tajemnicą.
Cykl Madonn jest największym zbiorem prac, który udało zachować się do dnia dzisiejszego i który możemy dzisiaj podziwiać w tej sali.
Innym cyklem jej prac jest „Trakl” oparty na poezji Georga Trakla – jak mówił wspomniany krytyk Pan Ataman – jej obrazy stawały się niemal emocjonalnymi wybuchami, tak silnymi, że „w pokoju bałbym się przy takim obrazie zasnąć”. Mówi się, iż był to jeden z najbardziej ekspresyjnych i szczerych momentów jej twórczości. Te prace są jednocześnie delikatne i gwałtowne, pastelowe i wybuchowe — jakby jej emocje dosłownie przenosiły się na papier bez żadnego filtra, bez żadnej autocenzury.
Myślę, że właśnie tam, w tych miękkich liniach i śmiałych kontrastach, najłatwiej spotkać ją samą.
Anna Justyna Hubert była również znakomitą scenografką i projektantką kostiumów teatralnych. Potrafiła z tkaniny, koloru i światła tworzyć takie same emocje, jakie znajdziemy w jej obrazach.
Dziś chciałabym powiedzieć o niej nie tylko jako o artystce, lecz także jako naszej Cioci, którą zapamiętaliśmy jako osobę bardzo kreatywną, utalentowaną, wrażliwą, ciepłą, ale i impulsywną oraz ekstrawagancką.
I w tym miejscu, pozwolę sobie na jedną rodzinną anegdotę, która chyba najlepiej to zobrazuje.
Kiedyś, wczesną jesienią – w październiku, w okolicach imienin mojego taty Artura, ciocia postanowiła złożyć nam niespodziewaną wizytę. W domu nie zastała nikogo, ponieważ w tym czasie wybraliśmy się całą rodziną na zakupy potrzebne do przygotowania imienin, które przypadały za kilka dni. Ciocia, zirytowana czekaniem, podarła przepiękny obraz Madonny i rozrzuciła go pod drzwiami. Proszę sobie wyobrazić nasze zdziwienie, gdy zastaliśmy pod domem strzępki obrazu…. Nie było to zachowanie racjonalne ani eleganckie… ale było takie absolutnie „jej”. Ilekroć o tym wspominamy, śmiejemy się przez łzy, gdyż ten gest był symbolem jej natury: intensywnej, emocjonalnej i niemożliwej do zignorowania.
Dzisiejsza wystawa jest więc czymś więcej niż przeglądem malarstwa.
To spotkanie z osobą, której już z nami nie ma od 22 lat, ale która zostawiła nam kolor, emocję, symbol, gest. Zostawiła nam siebie — rozpiętą między sacrum a codziennością, między duchowością a życiowym temperamentem.
W tym sensie „In Memoriam” jest tytułem idealnym. Bo nie stoimy dziś wobec pustki, lecz wobec żywej pamięci, która wisi tutaj na każdej ścianie. Każdy obraz jest wspomnieniem, ale także jej przetrwaniem.
Szanowni Państwo, teraz zapraszam teraz do obejrzenia krótkiego filmiku, który przygotowaliśmy specjalnie na tę okazję. To zlepek nagrań z VHS z wystaw cioci Anny Justyny Hubert z lat 1992, 1993, 1995, 1999 i 2001. Na materiałach widać nie tylko jej prace, ale także wybitnych animatorów kultury z Rzeszowa, takich jak Lesław Wais, Czesław Drąg, Julian Ataman, czy też niezapomniany Julian Ratajczak.
Warto podkreślić, że te wystawy były uwieczniane przy pomocy kamery przez mojego tatę, Artura Huberta, który z humorem nazywał siebie „sponsorem wystaw cioci Ani” — bo to dzięki jego wsparciu te momenty zachowały się dla nas i dla historii sztuki w Rzeszowie. Na końcu będą mieli Państwo możliwość usłyszeć jej głos, a pragnę zaznaczyć, że ciocia niechętnie wypowiadała się na forum publicznym ze względu na towarzyszącą jej od urodzenia wadę wymowy.
Bardzo serdecznie dziękuje za uwagę i zapraszam Państwa do powrotu do przeszłości – w świat wystaw Anny Justyny Hubert.
Dr n. o zdr. Agnieszka Hubert-Lutecka












